Opublikowany w Bez kategorii

Rozmnażanie myśli.

Zasiadasz przed pustą kartką lub pustym ekranem monitora. Wiesz, że chcesz coś napisać ale w głowie również pustka. Niby tematy są na licie a jednak ten migający kursor pulsuje hipnotycznie. To jest ten moment, napisz pierwsze zdanie a stanie się magia. Bo to co wyróżnia Cię z tłumu to to, że zamiast planować coś zrobić, zacząłeś to robić a wtedy natychmiast zmienia się perspektywa.

W miarę jedzenia apetyt rośnie.

Pisanie bloga to nie jest copywriting, Twoja treść nie musi być dobrze skonstruowana, pod względem SEO, na kartce lub monitorze pojawiają się Twoje myśli. Na początku będzie to taki sam bałagan jaki siedzi w Twoje głowie, ale żeby zdać sobie z tego sprawę, musisz zapisać wszystko. Nie poprawiaj nie edytuj i nie zastanawiaj się jak to sformułować, żeby ludziom się podobało. Zupełnie nie o to chodzi.

Rzucanie sobie kłód pod nogi.

Przeczytałem gdzieś, że zanim zaczniesz, musisz wyszukać odpowiednie słowa kluczowe, albo sprawdzić jakie tematy się dobrze klikają w sieci. Może i tak, ale czy to pomoże Ci w swobodnym formułowaniu swoich myśli, czy już na starcie wepchnie Cię jakiś szablon w którym musisz się zmieścić. Dzieci w wieku szkolnym ucząc się pisać, nie znają żadnych reguł a swoje myśli i słowa zapisują wprost ze słuchu. Jest tam dużo błędów, które bardziej bawią niż złoszczą. Każdy zaczyna od zera to każdy musi mieć czas na popełnianie błędów. Pisanie to jest proces.

Jeden temat podsuwa kolejne.

Jeszcze przed chwilą, twoja głowa wydawała się pusta jak kartka jednak w trakcie pisania mózg jest niespokojny i przechodząc z tematu na temat nieśmiało podsuwa różne myśli w którą stronę ma podążać ten wątek. Wybierając jeden z nich nie ignoruj pozostałych dwóch, które się pojawiły, zapisz je na kartce i kontynuuj myśl przewodnią. Tak właśnie pączkują pomysły o czym pisać następnym razem.

Opublikowany w Bez kategorii

O czym pisać na blogu?

Jak każdy początkujący twórca zapewne zastanawiasz się o czym pisać na swoim blogu? Czy w ogóle ktoś to będzie czytał? Są jakieś reguły SEO, SEM itd itp. Z własnego doświadczenia, mogę Ci zdradzić jedną i niezawodną regułę prowadzenia bloga… , ale o tym później.

Początkowa euforia.

Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze gdy zaczynam coś nowego to jestem na maxa podekscytowany i zaangażowany. Mam 100 pomysłów na to jak to będzie wyglądało i ten początkowy stan tworzenia czegoś od odstaw nakręca mnie do działania. Oczywiście po pewnym czasie to mija i pojawiają się pierwsze zagadki do rozwiązania jak coś zrobić, żeby działało i o czym pisać a gdzie podpiąć link, żeby klikało i inne rozkminki blogerskie.

Wena twórcza.

Zabrzmiało to co najmniej jak początek epopei, ale nie ma się co śmiać. Wena jest potrzebna do wszystkiego. Czytanie,pisanie, grafika, sprzątanie czy zmywanie, bez weny ani rusz. Pomysły pojawiają się w różnych okolicznościach dnia a czasem nawet nocy, wtedy szybko zapisuję je w notesie w telefonie, albo w kalendarzu. Później trafiają do mojej tabeli tematów gdzie są już podziały na wątki plan publikacji itd.

Eliminacja przeszkadzajek.

Jak wspomniałem powyżej, publikacja wpisu wiąże się z wykonaniem szeregu różnych czynności, podpięcie wpisu do właściwej kategorii, wgranie treści dodanie zdjęcia, wcześniej zrobienia tego zdjęcia, o tagowanie, podlinkowanie, napisanie zajawki, ble,bla,ble. STOP! Nigdy nie piszę bezpośrednio na blogu. Po pierwsze primo dzieje się tam to wszystko i jeszcze więcej, po drugie primo ultimo, jest to niebezpieczne dla samej treści, gdyż zawsze może się przeładować strona, może być chwilowy zanik neta i to co nie było zapisane znikło. Ups… sit hapens (celowo błędnie)

W celu uniknięcia wszystkich przeszadzajek, robię pyszną kawusię z takiego zaparzacza:

Włączam tryb samolotowy w kompie i telefonie, odpalam moją listę wpisów oraz edytor tekstu i zaczynam pisać.

Niezawodna reguła.

Skupienie na jednej czynności w danym momencie to jest właśnie moja niezawodna reguła na to, żeby zrobić jak najwięcej. Piszę, piszę i piszę, wpis po wpisie, artykuł po artykule, tylko tekst, bez żadnych dodatków w formie linków, zdjęć i innych rozpraszaczy. Ta metoda pozwala mi przygotować treści na cały tydzień co więcej, w trakcie procesu gdy pojawia się jakaś złota myśl ją również zapisuję w nawiasie wpisu np [tu foto] albo [tu link]. Efektywność tej metody zwiększyła moją produktywność 7 krotnie, polecam 🙂 Wiadomo, że po zakończeniu wszystko się czyta jeszcze wielokrotnie i wtedy jest czas na edycję.

Processing wpisu.

Gdy mam już napisaną małą nowelkę całotygodniowych wpisów, zaczynam edycję, obróbkę czy tak ładnie z angielska content processing. Na ten procesing składa się przygotowanie grafik w Canvie, linków i wrzucenia wszystkiego do właściwych folderów, tak, żeby wszystko było pod ręką, bo publikacja wpisów to już zupełnie inna bajka, która nie znosi trybu samolotowego ani w kompie ani w telefonie.